Nie wiem ile czasu minęło... minuta czy godzina? Teraz istniał dla mnie tylko Louis. Czy ja zakochałam się w moim przyjacielu? Nie, to nie było to uczucie, ale kochałam bo jak rodzinę i traktowałam go jak brata... no może nie tym razem, ale nie zmienia to faktu, że był dla mnie bardzo ważny. Teraz chciałam tylko tego, aby był szczęśliwy. Za trzy dni, właściwie to już za dwa, stracę go na zawsze. On chcę zerwać wszystkie więzy łączące go z Londynem, w tym ze mną. Z tego co zrozumiałam między naszymi zachłannymi pocałunkami i krótkimi przerwami na oddech, wyprowadza się do Detroit. Nie mogę znieść tego, że to jest tak daleko. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo. Potrzebowaliśmy siebie nawzajem.
-Przestań!-odepchnął się ode mnie Louis kiedy ja delikatnie choć stanowczo pociągnęłam jego włos.-Jest przed trzecią, wróćmy do domu i cieszmy się ostatnimi chwilami spędzonymi razem.... ale nie w ten sposób.-zamachał rękami w powietrzu co miało pewnie oznaczać nasze.. yhmmm obściskiwanie?! Wyglądało to dosyć zabawnie, ale opanowałam wybuch śmiechu w tak poważnym momencie.
-Okej wróćmy do domu. Dzisiaj śpisz u mnie.- powiedziałam. Dałam mu ostatni, krótki ale czuły pocałunek i jak gdyby nigdy nic po prostu wyszłam z łazienki. Obejrzałam się a za mną szedł Lou. Jego włosy były poburzone, a koszula całkowicie pomięta. Muszę przyznać wyglądał niesamowicie seksownie.
***
Droga do domu przebiegła w całkowitej ciszy, ale nie była ona uciążliwa. Moi rodzice spali więc na palcach razem z Louisem poszliśmy do mojego pokoju. Wyjęłam jego bokserki i spodnie od piżamy i rzuciłam mu je w milczeniu. Poszedł się przebrać, a ja korzystając z okazji, że byłam sama przebrałam się w pokoju. Po chwili wszedł i on. Miał odsłoniętą klatkę piersiową, więc mogłam obserwować jego mięśnie.
-Mam prośbę.-cicho mruknęłam siadając na łóżku. Obok mnie usiadł Louis.
-Mów.
-Moglibyśmy zapomnieć o wszystkim co się działo ymmm... no wiesz, kiedy my... całowaliśmy się?-mówiłam nieśmiało, bo bałam się jego reakcji.
-Tak, właśnie miałem ci to proponować... bo czuję się ummmm...
-Dziwnie i nieswojo-dokończyłam za niego. Uśmiechnął się na co i ja lekko skrzywiłam usta w grymasie który miał udawać uśmiech. Pocałował mnie w policzek tak jak to robił za zwyczaj i poszliśmy spać.
***
Obudziłam się pierwsza, więc wzięłam prysznic i ubrałam się w luźne ciuchy. Kiedy wróciłam Louis siedział na łóżku i sprawdzał coś na telefonie.
-Jutro o 6 rano mam samolot.-powiedział na co mi od razu popsuł się humor.-Będę się już zbierał.-wstał z łóżka.-Chcesz pójść ze mną?
-Pewnie. -wzięłam płaszcz i wyszłam z nim do jego samochodu.-Mam pytanie.
-Dawaj. -odpowiedział nie spuszczając wzroku z drogu.
-Czemu wyjeżdżasz? Tak naprawdę, i nie wciskaj mi bzdur o lepszej opiece dla twojej mamy i o studiach! Powiedz mi prawdę.-przez jego twarz przeszedł cień lęku, by zaraz powrócić do jego normalnej wesołej miny.
-Mówię prawdę! Wyjeżdżam tylko dla tego.
-Louis znam cię od dziecka! Wiem kiedy kłamiesz! Proszę powiedz mi.
-Przykro mi, ale nie mogę-jego twarz prawie płonęła ze złości, ale w oczach było widać troskę. Teraz naprawdę niczego nie rozumiałam.
-Okej skończmy temat.-poddałam się.
Do wieczora pomagałam pakować się mojemu przyjacielowi. Jego dom bez mebli i pustymi ścianami wyglądał tak nieswojo! Teraz to był pusty, ogromny dom, bez duszy! Nie chciałam dłużej tam siedzieć, bo nie chciałam żeby Louis widział mój płacz spowodowany tęsknotą za nim. Szliśmy przez park w ciszy, ale ja postanowiłam ją przerwać.
-Mogę jutro pojechać z tobą na lotnisko?
-Nie, będzie jeszcze gorzej kiedy ty będziesz widzieć odlatujący samolot, a ja ciebie ze łzami w oczach.
-Ale ja chcę się tylko z tobą należycie pożegnać, w końcu przyjaźniliśmy się tyle czasu. Chcę cię dobrze zapamiętać to końca życia, bo przecież mamy się już nigdy nie zobaczyć.
-Wolałbym żebyś zapamiętała mnie jako jebniętego skurwysyna. Chciałbym żebyś wszystko wiedziała.- dodał przyciszonym głosem.
-To mi powiedz.-powiedziałam to tak łatwo,bo wydawało mi się być cholernie proste, ale skoro mi nie powiedział musi być tak poplątane, że nawet sobie tego nie wyobrażam.
-Chcę żebyś była bezpieczna, bo im mniej wiesz tym lepiej dla ciebie.
-Okej.-odpowiedziałam beż żadnego uczucia w głłosie.
-Odprowadzę cię do domu.- usłyszałam co wyrwało mnie z zamyśleń.
-Dziękuję.-nasz ostatni wspólny spacer dobiegał końca a ja próbowałam go zatrzymać. Nie chciałam się już odzywać przytuliłam go pod moim domem i odwróciłam się zmierzając do drzwi.
-Zapomnij o mnie.-powiedział, a ja nie wytrzymałam i pozwoliłam łzom wydostać się z oczu.
-Przyjaźnimy się od zawsze, a ty karzesz mi po prostu zapomnieć. Zostawiasz mnie samą wiesz że nie mam nikogo?! Mam, a raczej miałam tylko ciebie. Mówiłam ci wszystko, a ty mi nie chcesz powiedzieć jaki jest powód twojego kurwa wyjazdu.-Wybuchnęłam.
-Chcę abyś zapomniała bo nie chcę już dłużej się z tobą przyjaźnić jesteś gówniarom. Między nami widać różnicę wieku. Jesteś głupiutka. Skoro byłem twoim przyjacielem to dlaczego nie zauważyłaś, że mam kłopoty!
-Jak możesz być takim dupkiem?!-odwróciłam się i wbiegłam do domu trzaskając drzwiami.
Nie czekałam długo tylko rzuciłam się na moje łóżko, które jeszcze pachniało Louisem po ubiegłej nocy. Płakałam tak jak jeszcze nigdy, nie mogłam złapać tchu. Jak mogłam nie zauważyć tego wszystkiego co działo się wokół mnie tylko być taką straszną egoistką, która patrzyła wyłącznie na swoje szczęście. Myślałam dosłownie o wszystkim, ale Louis był wszędzie. Zeszłam do łazienki i znalazłam tabletki na senne, były z okresu kiedy moja mama miała depresje, ale to już stare czasy. Liczyło się to, że je znalazłam. Nie jestem ćpunką, chciałam tylko usnąć, bo wiedziałam że bez tabletek nie dałabym rady. Wzięłam trzy kapsułki i popiłam wodą. Ruszyłam do pokoju i momentalnie odpłynęłam.
Wstałam z łóżka zupełnie wypoczęta, ale w oczy rzuciła mi się karteczka na poduszce obok. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam. Moje oczy szeroko się otworzyły kiedy ujrzałam od kogo jest. Jego pisma nie da się podrobić. Louis. Louisowi na mnie zależy?! Czy to może być prawda? Przeczytałam jego drobne literki porozstawiane na kartce.
Kochana Danielle!
Mam nadzieję, że nie uwierzyłaś w te wszystkie okroPne rzeczy, które ci wczOraj powieDziaŁem. Musisz wiedzieć, że Od jakieGoś czasu byliśmy obserwowani. Nie mogłem ryzykowAć.
Do zobaczenia wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz